1-12Czy niezłomne zawzięcie i żelazna konsekwencja może nam w ogóle zaszkodzić?

Zobaczmy…
Patrzę w lustro, patrzę na bikini, znowu patrzę w lustro… ok, jak nic trzeba coś zmienić. 😉 Decyzja podjęta, trening rozpisany, szamka wzorcowa, nawet widać pierwsze efekty.

Może jeszcze nie ryzykowałabym noszeniem mnie na rękach, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. 😉
Nagle znajomi zapraszają na obiad. Trochę się waham czy nie zabrać swojego różowego lunchboxa, w końcu jestem na diecie, a tam mam idealne 150g piersi z kurczaka i pół torebki ryżu ( co będzie jakieś 356 ziarenek), ale koleżanka mówi, że obiad będzie fit, więc odpuszczam. Wciskam się w nową kieckę i ruszam pełna uśmiechu.;) …i wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że już od pierwszych chwil widzę kaszę gryczaną, a nie ryż, a zamiast kurczaka jest wołowina. Następuje jedno wielkie: ,,Ale jak to?!! Przecież dzisiaj jest piątek, a w piątek zawsze jest kurczak! Cały plan na nic!”
Znacie to??? Już o niczym innym nie potrafisz myśleć niż fakt, że nie tak miało być. Przecież miałaś plan i to idealny, dokładnie minus 500g na wadze każdego tygodnia, czyli 6kg do Sylwestra. Nie cieszysz się posiłkiem, nawet spotkanie nie sprawia Ci już przyjemności. Myśli skupiają się jedynie na tym, że to na pewno odbije się na Twojej wadze. To samo dotyczy sytuacji gdy:

a) na siłowni zajęty jest sprzęt, z którego akurat chcesz skorzystać,

b) pada deszcz, a dzisiaj wypada Twój dzień biegania,

c) denerwujesz się, że musisz zjeść banana, bo nie było jabłek w sklepie.
Jeśli jest Ci to obce, gratulacje, oby tak dalej! 😉 Jeśli jednak odnajdujesz się w podobnych sytuacjach, mam jedną prostą radę: więcej luzu! ;););)
Czasami tak bardzo czegoś chcemy, że kurczowo trzymamy się określonego planu, nie pozwalając sobie na jakiekolwiek odstępstwa.

Tak naprawdę idealny plan jest wtedy, gdy po możliwie jak najmniejszym koszcie uzyskujemy jak najlepsze wyniki.

Wystarczy trochę modyfikacji… zawsze można zjeść mniej w innym posiłku, przełożyć dzień treningu, zamiast owsianki zjeść jajecznicę, pójść na basen chociaż miała być siłownia lub po prostu spróbować czegoś nowego. Poprzez te drobne zmiany, nasz plan nie legnie nagle w gruzach, a powstały komfort psychiczny może nas bardziej zbliżyć do pożądanego celu. 😉

Więcej swobody, więcej zapału, energii i uśmiechu, więcej sukcesów  😉


1-13To może kilka słów o pozytywnym myśleniu… no właśnie co z nim?

I jak to się ma do walki z niechcianymi kilogramami?

Nie wystarczy, że moim trenerem jest sam Chris Powell, a diety pozazdrościłaby niejedna fitwomen?
Poza oczywistym i niezbędnym elementem, czyli motywacją samą w sobie, bardzo ważnym aspektem jest wiara w to, że jesteśmy w stanie danej rzeczy dokonać.
Na pewnym etapie odchudzania każdy spotyka się ze spadkiem motywacji i najczęściej jest to moment gdy porzucamy swoje treningowe i żywieniowe plany na rzecz lodów, czekolady i serialu z kotem na nogach. 😉
Brak jednego – dwóch treningów lub zjedzenie czegoś nieplanowanego nie jest złem absolutnym… czasami paradoksalnie jest to bardzo przydatne w procesie odchudzania. Problem zaczyna się dopiero w chwili gdy po małym/dużym odstępstwie rzucamy wszystko. Tak naprawdę to właśnie wtedy widać jak ważna jest wiara we własną skuteczność.

Motywacja mówi nam ,,Rusz poślady, bo warto”.

Wiara w siebie  mówi „Rusz poślady, bo warto i chociaż będziesz jeszcze wiele razy upadać, dasz radę!”.
…ale co zrobić by wierzyć w swój sukces? To ze tym razem się uda??
Mam dla Was cztery propozycje…
Pierwsza z nich to wypisanie wszystkich argumentów potwierdzających to, że jestem w stanie to zrobić. Dla przykładu; ,,bo już kiedyś schudłam”, ,,bo potrafię skupić się na celu”, ,,bo umiem trenować jak szaleniec, nawet na trampolinach w Biosferze”. 😉
Niech to wszystko odnosi się do stanu obecnego, nie marzeń jak chciałabyś żeby było. Nawet gdy sytuacja wydaje się przegrana i nie znajdujesz żadnego argumentu, jest nim chociażby fakt, że jeśli jesteś zdrowy, to masz biologiczne uwarunkowania do tego by mieć prawidłową wagę. Dość uproszczone, ale bardzo adekwatne i logiczne.


Drugim pomysłem jest wypisanie swoich dotychczasowych sukcesów, nawet jeśli jest to zjedzenie połowy słoika z nutellą zamiast całego. 😉 Należy w tym punkcie skupić się na tym co już udało się nam osiągnąć.


Kolejnym pomysłem jest poszukanie wsparcia u kogoś, kto wierzy, że nam się uda. Często tracimy obiektywizm w kwestii własnych możliwości, więc warto mieć osobę, która nam kibicuje i w nas wierzy.


Ostatnią propozycją jest metoda małych kroków. Rozbicie ogólnego celu na małe punkty i odhaczanie wykonanych zadań. Jest to łatwiejsze w realizacji, poza tym widzimy bezpośrednio osiągnięte etapy, które w rzeczywistości składają się na sukces.
Warto to wszystko zapisać ponieważ, jak potwierdza wile badań cele zapisane lub zadeklarowane publicznie, są zdecydowanie częściej realizowane niż gdy się tego nie robi 😉


A może Wy macie własne sprawdzone pomysły jak umocnić wiarę w swoje możliwości?


1 (16)

Skuteczne odchudzanie to nie tylko określona dieta, posiłki które nam wolno czy też nie. Treningi, na których musimy/chcemy/uwielbiamy wypruwać sobie żyły i flaki 🙂
To przede wszystkim to co się dzieje w naszych głowach:
Ile jeść?
Co zjeść?
Ćwiczyć? Jeśli tak to jak często?
Jaką dietę wybrać?
….no i czy faktycznie ta jedna niewinna łyżeczka Nutelli naprawdę zrobi ze mnie szafę trzydrzwiową? …szczególnie zjedzona o 23.00 w nocy 😉
 
Odchudzanie to całe mnóstwo decyzji,… a prawda jest taka, że jedynie nasz mózg decyduje jak będzie wyglądało nasze ciało. 
To właśnie on warunkuje to czy wytrwamy w postanowieniach, będziemy przekraczać własne granice, dotrwamy do końca treningu i nie zjemy na kolację kopca ziemniaków ze schabowym 🙂
Zrzucenie kilogramów nie jest łatwe, bo najczęściej mamy całe mnóstwo złych nawyków, którymi się posługujemy i których często nie zauważamy,…. a nawet jeśli jesteśmy ich świadomi i chcemy je zmienić, nasz organizm się buntuje, bo nie przepada za musztrą i wszelkimi rystrykcyjnymi modyfikacjami.
 
W takiej sytuacji wcale nie musimy ze sobą walczyć, gdyż walka może i jest skuteczna, ale za to bardzo frustrująca i najczęściej jej efekty są krótkotrwałe.
Gdy tak się dzieje, warto wykazać się sprytem i spróbować trochę oszukać nasz mózg. 
 
Dla przykładu, olbrzymią ochotę na słodycze można przerzucić na kolejny poranek. Gdy chcesz zjeść coś słodkiego, obiecaj sobie, że zjesz to jutro rano. Dzięki temu Twój mózg dostaje informacje: ,,No, już spokojnie, Easy Tiger, możesz zjeść batona, chipsy i trzy czekolady… ale jutro rano, dzisiaj wytrzymaj w postanowieniu, jesteś silna babka !”  😉 
 
Nie budzi to tak dużego napięcia jak surowe zakazy i stwierdzenie, że słodycze są złem absolutnym, więc nie wolno nam ich tknąć do końca życia. Ponadto są zdecydowanie mniejsze szanse, że następnego ranka będziemy mieć ochotę na taką ilość słodyczy,… o ile w ogóle głód słodyczowy do nas powróci.  Dlaczego? …,ponieważ większość z nas ma ochotę na tuczące smakołyki wieczorem. Wiadomo,…chipsiki najlepiej wchodzą przy zgaszonym świetle, dobrym filmie na mięciutkiej kanapie 🙂
Ponad to nasza motywacja jest najczęściej najmocniejsza rano, ponieważ wtedy mamy jeszcze energię do stawiania oporu pokusom.
 
Całe mnóstwo trików i solidnej wiedzy na temat tego jak sprawić, aby nasz mózg współpracował i działał na naszą korzyść będzie zdradzała Wam Anna Łukaszewska- Nasz Bio-Sferowy Psychodietetyk.